Infotrendy >> PSI 2014 >> O konferencji

CHMURY NAD E-BIZNESEM

Termin i miejsce konferencji:

9 maja 2014, Sala Rady Wydziału, WNEiZ US, Mickiewicza 64, Szczecin

psi_logo.jpgCelem konferencji jest stworzenie forum dla wymiany poglądów na temat aktualnego stopnia rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Na kolejnej, XVII już konferencji z cyklu "Problemy Społeczeństwa Informacyjnego", skupimy się na problematyce ekonomiczno - informacyjnej: nad zagadnieniami e-biznesu i jego wirtualizacji, a
dokładniej - w chmury (ang. cloud computing).


Czy tytułowe "chmury" wieszczą koniec e-biznesu czy też zwiastują ożywczy deszcz? Bo e-biznes (a właściwie ten, kto zgłębia arkana e-biznesu) rzeczywiście potrzebuje orzeźwienia. Pojęcie to bowiem rozrosło się już ponad miarę i używane jest (czasem nadużywane!) do określenia tak wielkich jak i małych działań biznesowych. Nie można przecież postawić znaku równości pomiędzy e-gospodarką a e-bankiem, czy też między zakupem na Allegro używanych opon "zimówek" a transakcjami internetowymi różniącymi się o kilka rzędów wielkości. Na pewno inne problemy ma właściciel (dyrektor) małego czy średniego przedsiębiorstwa rozważający czy założyć e-sklep, czy inwestować w infrastrukturę i oprogramowanie czy też skorzystać z "usług chmury". Inne problemy niepokoją e-biznesmena pracującego jako telepracownik, a jeszcze inne dostawcę usług cloud computing. E-biznesmen musi więc liczyć na deszcz, chociaż z czarnej chmury czasem mały deszcz …, a czasem pojawia się burza. Oby tylko bez grzmotów i piorunów!

Czy warto stawiać na łagodność?

Cześć Tato!

Piszę tego maila do Ciebie w przerwie posiedzenia Zarządu naszej firmy. Myślę, że zauważysz, iż używam słów „naszej firmy”. Pomimo tego, że przepisałeś ją na mnie i na Olę – to wciąż uważam Cię za szefa naszego rodzinnego biznesu i wiem, że nadal interesujesz się tym, co się w firmie dzieje.

Na tym posiedzeniu mieliśmy rozstrzygnąć kilka spornych kwestii, niezmiernie istotnych dla strategii firmy: Czy zlikwidować biuro firmy i zatrudnić pracowników administracji w tzw. trybie zdalnym (telepracy)? Czy uruchomić e-sklep, zostawiając nadal tradycyjne, firmowe punkty sprzedaży, czy też ograniczyć się tylko do handlu w Internecie? Czy zaprzestać produkcji niezbyt już rentownego kremu do rąk na rzecz nowego produktu – balsamu odżywczego? Czy rozszerzyć akcję marketingową wody toaletowej dla nastolatków na coraz młodszą klientelę (5 – 6 klasy szkoły podstawowej) i połączyć ją z atrakcyjną promocją?

Już na początku zebrania, przy każdym problemie potwierdziło się, że poszczególni członkowie Zarządu widzą go inaczej, inaczej myślą i oceniają, inaczej prognozują... Kłótnie wybuchały niemal po każdym argumencie. Pokażę Ci, Tato później zredagowany protokół z posiedzenia, ale już teraz „na gorąco” przeczytaj kilka refleksji i zobacz, jak to było (w załączniku przesyłam Ci parę zdjęć).

Zebranie prowadziła Ola, bo to ona (z Twojej woli) pełni obowiązki prezesa. Muszę Ci się przyznać, że bardzo mnie zabolało, że to nie mnie wyznaczyłeś na swego następcę, a argument, że ona jest starsza, wcale do mnie nie przemawiał. Po tym zebraniu przyznaję Ci jednak rację – „miałeś nosa”. Ja ze swoim charakterem energicznego choleryka doprowadziłbym chyba prędko do „rozlewu krwi”.

Poniżej przedstawiam Ci próbkę najgorętszej dyskusji. Bardzo ostro spieraliśmy się o to, czy lepiej utrzymać tradycyjne biuro, czy też przenieść się w przestrzeń wirtualną i pracować w domu przy komputerze i przez Internet łączyć się ze sobą oraz przekazywać owoce swojej pracy, np. projekty, sprawozdania, strategie marketingowe itp.

Ola silnie popierała ten projekt – spodziewa się wkrótce dziecka i mogłaby jako telepracownik nie iść na urlop macierzyński. Zarządzałaby firmą zaocznie. Sprzeciwił się temu, dość nieoczekiwanie, Marek, twierdząc, że nie da się jedną ręką pisać na klawiaturze, a drugą kołysać wózek lub mieszać kaszkę. Pewnie miał rację, bo ma doświadczenie w tych sprawach – jest przecież ojcem piątki odchowanych już dzieci. A więc on chętnie by został telepracownikiem, ale Oli tego nie radzi.

Bartek do tego przedstawił „chłodną kalkulację”, z której wynikało, że można na tej zamianie uzyskać spore oszczędności.

Kamila też poparła projekt, uzasadniając swoje stanowisko elastycznym planem dnia, możliwością późniejszego wstawania i brakiem konieczności kupowania wyjściowych ciuchów, bo przecież można pracować w taki sposób – w podomce.

Do kontrataku przystąpił wówczas Adam. Wykrzyczał poprzednim pomysłodawcom, że nie wyobraża sobie pracy w izolacji od kolegów i koleżanek, że kontakt przez Internet, to nie jest to samo, co bezpośredni, że żal mu „biurowych pogadanek” i hektolitrów wspólnie wypitej kawy, że opanuje nas „pustka emocjonalna”, bo zamiast z ludźmi, będziemy xgodzin dziennie przebywać w towarzystwie komputera..., że będziemy później wydawać kasę na psychologów, psychiatrów itp. – i te wydatki „zeżrą oszczędności”!

Póki co, chyba jeszcze ta pustka się u nas nie zadomowiła, bo emocje sięgały zenitu. Najbardziej dostało się Oli, gdyż zarzucono jej w końcu, że postawiła na zebraniu Zarządu niedopracowany projekt. Do tej opinii przychylili się też pozostali członkowie Zarządu.

Myślałem, że Ola się wścieknie, że jej urażona ambicja szefa na tym ucierpi. Uważałem bowiem, że ten atak był niesłusznie skierowany w jej kierunku, ale zaskoczyła mnie pozytywnie – tak bym to określił – łagodność, która malowała się na jej twarzy, w spojrzeniu, słowach i postawie. Nie było w niej widać ani cienia gniewu, surowości (przecież pełni obowiązki Prezesa!), a spór dotyczył problemu strategicznego „dużego kalibru”.

Nie wykorzystała swojego stanowiska, aby przeciwników „zmieszać z błotem”, czy też pragnąć i żądać odwetu na Marku i Adamie. Gdy odezwała się, mówiąc, że rzeczywiście problem telepracy w firmie wymaga przemyślenia i zdecydowała o zdjęciu go z porządku obrad, w jej wypowiedzi nie czuć było wątpliwości, obojętności, czy też ucieczki od odpowiedzialności, ale proste stwierdzenie faktu.

Łagodność i życzliwe nastawienie, to rzeczywiście właściwe odnoszenie się do ludzi! Ja bym tak nie potrafił! A też przecież studiowałem Zarządzanie i wiem, co to jest zarządzanie kadrami, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie wiedzą... Nie pamiętam jednak, czy uczono mnie, żeby nie dokuczać innym, nie stosować przemocy – choćby słowem, żeby z łagodnością przedstawiać swoje racje, być zrównoważonym i nie poniżać „przeciwników” korzystając z pozycji swojego „stołka”...

Przerwa się kończy, muszę wracać na salę – przed nami jeszcze dyskusja na temat nowych form marketingu. Widzę, że dołączył do nas specjalista z „Wizualmar”. Pewnie coś ciekawego zaproponuje. Mam nadzieję, że teraz już nie będziemy sobie „skakać do oczu”, bo widzę, że łagodność Oli wszystkim zaimponowała, a ona zyskała przez nią więcej niż poprzez krzyk czy rozkazujący ton. Napiszę Ci więcej jutro, żebyś za bardzo się nie nudził na tej emeryturze. A jak Ci się podoba w Ciechocinku? To chyba Twoje pierwsze wczasy od bardzo dawna? W sobotę planujemy odwiedzić Cię z Olą. Do zobaczenia.

Całuję

- Robert.

P.S. Już miałem kliknąć WYŚLIJ, a tu widzę (i czuję), że Ola przygotowała poczęstunek – upiekła dla nas to wspaniałe ciasto z orzechami, które tak Ci ostatnio smakowało. Ona jest niesamowita!

- Robert

fragment książki Agnieszki Szewczyk:
„Zarządzanie przez miłość czyli ekonomia dobra”
Wydawnictwo Hogben, Szczecin 2013
książkę można pobrać bezpłatnie ze strony www: iiwz.univ.szczecin.pl/ksi

Myśli

© Szczeciński Park Naukowo - Technologiczny 2014 | Wszelkie prawa zastrzeżone

Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies są niezbędne do prawidlowego funkcjonowania serwisu. Korzystanie z witryny oznacza, że będą one umieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.